Z małą pomocą dla Igora Janke

6 propozycji dla Janke juniora.
6 propozycji dla Janke juniora. Paweł Prus
Pamiętacie fejsbukowy łańcuszek o książkach? Ten o „10 tytułach, które was ukształtowały”? Nie tak dawno był bardzo popularny wśród aspirujących wykształciuchów. Niestety, zamiast źródłem wiedzy o literackich preferencjach szybko stał się wyrazem tego, jak statystyczni użytkownicy fejsa wyobrażają sobie tzw. „ambitną literaturę” . Trudno bowiem potraktować takie deklaracje serio - gdy wynika z nich, że 90% polskiego społeczeństwa ukształtowały takie książki jak „Mistrz i Małgorzata”, „Zbrodnia i kara” „Potop” czy „Wesele”. Tak, tak, wygląda na to, że niemal każdy z nas będąc pacholęciem nie tylko połykał książki stosami, ale nie tracąc czasu na lektury lekkie i zabawne, czytane dla przyjemności – koncentrował się wyłącznie na studiowaniu klasyki z przełomu XIX i XX wieku. A fakt, że większość deklarowanych tytułów pochodziło z listy lektur szkolnych to był zapewne przypadek.

Wyzłośliwiam się nie bez powodu. Parę dni temu Igor Janke (którego bardzo cenię za umiarkowanie tak rzadko spotykane we współczesnym dziennikarstwie) zapytał na Twitterze o lektury dla 14-latka. Z treści można było wywnioskować, że troskliwy ojciec chciałby skierować swojego dorastającego syna w stronę nieco bardziej ambitnych tekstów:


I tu nie było niespodzianki. Jeśli ktoś tej dyskusji jeszcze nie widział, to informuję, że followersi redaktora Janke za najlepsze lektury dla dojrzewającego chłopaka, dorastającego w Warszawie na początku XXI wieku, uważają:

1. Mistrza i Małgorzatę
2. Mistrza i Małgorzatę
3. Mistrza i Małgorzatę

oraz parę innych tytułów takich autorów, rzecz jasna, jak Gombrowicz, Dostojewski, Sienkiewicz czy Reymont. Ktoś nawet popisał się Witkacym. Rozumiecie coś z tego? 14-latek, który ma pokochać dobrą literaturę, w opinii użytkowników twittera swoją przygodę z dobrą prozą powinien zacząć najlepiej od „Nad Niemnem”, potem przerobić całego Sienkiewicza a na końcu rozpłakać się nad „Lalką”. Tak jakby dobra literatura skończyła się na początku XX wieku, a potem tylko step, pustynia i dom nad rozlewiskiem.

Mam nadzieję, że Igor Janke zrobi właściwy użytek z tej dyskusji i już wie jakich książek jego syn powinien unikać. Ale żeby nie skończyć na samych złośliwościach i nadać temu tekstowi rys utylitarny, odpowiem na zadane na wstępie pytanie najszczerzej jak potrafię:

Niech czyta co chce.

No dobra. Ironia, ironią, ale nie zostawię sympatycznego publicysty w potrzebie. Rzut oka na półkę i oto 6 moich typów, które bez obciachu (tak kiedyś mówiły 14-latki, jakiego języka używają dziś – nie mam pojęcia) mogę polecić każdemu bystremu nastolatkowi:

1. Janusz Głowacki „Z głowy”

Nie wiem co w tej książce jest prawdą, co fikcją, a co koloryzowaną biografią pisarza. Ale jeśli naprawdę tak wygląda życie pisarza w Polsce, jak to opisał „Głowa”, to istnieje duże ryzyko, że młody czytelnik sam zapragnie złapać za pióro. Historie nastoletnich miłości („Były w klasie dwie dziewczyny z wielkim biustem: Elżbieta i Sara. Nie byłem pewien, która ma większy, i w związku z tym kochałem się w obu.”) przeplatają się tu z erotycznymi ekscesami przyjaciół pisarza (legendarna, opowiadana w wielu wersjach historia amorów Jana Himilsbacha), a przygody z plaży nudystów w Chałupach z opowieściami o nocnych klubach Nowego Jorku. Do tego przez karty książki przewija się cały przekrój „warszawki” sprzed kilku dekad: wspomniany Himilsbach, Holoubek, Konwicki, Piwowski, Słonimski, tu i ówdzie przemknie się Hłasko . Historie tak dzikie, zabawne i niepoprawne, że w pewnym momencie naprawdę przestaje być istotne czy są prawdziwe:

„Niedawno szedłem wieczorem do domu, a z drugiej strony murku wystawała głowa parkingowego.
- Panie Januszu – zawołał – niech pan pozwoli! – Parę razy mocno potrząsnął moją ręką. – Pan nawet nie wie, jak ja pana szanuję. Przepraszam, że w tej chwili oddaję mocz.
Pomyślałem, że chyba jednak powinienem wrócić do Polski na stałe.”


2. Leopold Tyrmand „Zły”.

O „Złym” ciężko napisać coś z sensem i nie popaść w banał. Streszczenie fabuły grozi zniechęceniem czytelnika, bo opowiedziana w „Złym” historia bez talentu i stylu Tyrmanda nadawałaby się w najlepszym przypadku na scenariusz taniego filmu przygodowego (czarne charaktery kontra szlachetny mściciel, nocne pościgi po ulicach miasta i cały arsenał innych chwytów typowych dla kina klasy B). Nie jestem pewien czy „Zły” to literatura przez wielkie L, ale to książka, która nie zawiodła chyba jeszcze żadnego czytelnika.


3. Edward Stachura „Cudne manowce”

Z czytaniem Stachury jest jak ze słuchaniem Doorsów w liceum – prawie każdy to kiedyś przechodził, chociaż dzisiaj pewnie będzie wstydził się do tego przyznać. Z perspektywy trzydziestolatka nie potrafię wyjaśnić co tak pociągającego jest w uduchowionym i grafomańskim stylu Steda, ale pamiętam, że w połowie drogi między dzieciństwem a dorosłością potrafi poruszyć i wciągnąć. Warto sprawdzić czy nadal działa.

4. Paweł Huelle „Weiser Dawidek”

Książki napisane przez Pawła Huelle wciągają jak Plac Zbawiciela hipsterów w piątkowy wieczór. „Weiser Dawidek” ma wśród nich status szczególny – to debiut pisarza, który dał mu już na starcie kariery literackiej sławę i uznanie. To koktajl, w którym każdy znajdzie coś dla siebie: intrygującą historię, sprawnie namalowany pejzaż powojennego Gdańska, nostalgię za okresem dojrzewania i emocjami z tym związanymi i last but not least – piękny język. Nie znam nikogo, kto by tę książkę porzucił w trakcie lektury i mam nadzieję, że tak już zostanie. „Weiser Dawidek” jest w stanie poruszyć każdego, niezależnie od wieku.

5. Jacek Dehnel „Lala”

Kolejny genialny debiut. To co mnie najbardziej irytuje w tej książce to świadomość, że Jacek Dehnel napisał ją gdy miał zaledwie 20 lat. W mojej świadomości czytelnika nie mieści się obraz de facto gówniarza, który jest w stanie opowiedzieć historię biskiej mu osoby w sposób tak literacko dojrzały i interesujący. To nie miało prawa się zdarzyć, ale się zdarzyło, „Lala” ujrzała światło dzienne jakąś dekadę temu, a na autora spadł deszcz nagród, zachwytów i poklepywań po plecach. Zasłużenie. Siłą tej książki jest historia głównej bohaterki, która sama w sobie jest na tyle ciekawa, że radzi sobie bez zbędnych fajerwerków stylistycznych. W mojej prywatnej opinii – najmocniejszy debiut prozatorski ostatnich piętnastu lat.

6. Piotr Czerwiński „Pokalanie”

Nieoczywista, zapomniana, ale w pewnych kręgach - książka kultowa. Skondensowana do 250 stron biblia pokolenia dorastającego na przełomie lat 80 i 90. Jeżeli rozumiesz jaki związek mają z sobą kaseta magnetofonowa i zwykły ołówek, to ta książka jest o między innymi o tobie. Jeżeli jesteś dziennikarzem, którego branża połknęła na początku lat 90. a potem wypluła – ta książka jest o tobie. Jeżeli masz 14 lat, urodziłeś się w XXI wieku, PRL to dla ciebie prehistoria a do tego jesteś synem dziennikarza – przeczytaj, to nie jest książka o tobie ale przynajmniej będziesz dobrze się bawił, a przy okazji zrozumiesz lepiej swojego ojca.

Paweł Prus

Trwa ładowanie komentarzy...